Zapewne znacie prawo nagłówków Betteridge’a zgodnie z którym na każdy nagłówek kończący się znakiem zapytania można odpowiedzieć „nie”. Jednak jak to bywa z regułami, mają one swoje wyjątki. I tak jest w tym wypadku.
Tomasz Lis popada w obłęd od dłuższego czasu, ale obecnie mamy do czynienia z bardzo zaawansowaną fazą. Dziennikarz niegdyś wymieniany wśród kandydatów [SIC!] na kandydatów na prezydenta III RP popadł w totalny amok. O zaślepieniu nienawiścią można było mówić kiedy Andrzej Duda wygrał wybory. Kolejny stopień był po zwycięstwie PiS-u. Dziś sytuacja jest skrajna.
Jednostka chorobowa, która dotknęła redaktora naczelnego Newsweeka, objawia się też tym, że przekonany jest o tym, że wszyscy wokół niego powariowali (a co najmniej prawie połowa Polaków, która chce głosować na PiS), wszyscy hejtują i wylewają żar nienawiści i tylko nie widzi niczego nadzwyczajnego w swoich wypowiedziach. Zapewne pełnych miłości i troski o kraj, którego nienawidzi.
Mimo wszystko bardzo się cieszę z działalności pana Tomasza. Nikt inny potrafi tak dobrze przypominać o tym, jakie to dziadowskie elity pogardy rządziły Polską przed PiS- em.
[eM]