Nie należy ich nakładać - to ideał do którego warto dążyć. Nie oznacza iż się go osiągnie w 100%. Wyrugowanie emocji z myślenia nie oznacza ich usunięcia z życia. Po obraniu celu i drogi do niego (myślenie) można zająć się odczuwaniem emocji (np. radością z dobrze wykonywanej, konstruktywnej i ciekawej pracy).
Jeśli nie ma definicji to ludzie nie mogą się komunikować, a jakoś to robią. Skoro się komunikują, to muszą występować wspólne definicje tych samych rzeczy i pojęć. Nieskończona ilość definicji występuje tylko wtedy gdy ma się do czynienia z rzeczywistością subiektywną - czyli de facto nieskończoną ilością rzeczywistości (po jednej na każdego człowieka), które każdy może sobie sam definiować. Np. Dla mnie za ścianą siedzi smok a według Ciebie go tam nie ma i w myśl rz. subiektywnej oba twierdzenia są tak samo prawdziwe. Fakt braku 'narzędzi' postrzegania tego smoka (odpowiednich zmysłów) nic by tu nie znaczył. Dlatego odrzucam rz. subiektywną. Nie dało by się z jej pojęciem żyć. Może żyjemy w jakiejś symulacji ale skoro nie możemy przez nią przejrzeć i nie dało by się rozumować w kilka rzeczywistościach na raz (np. stołek istnieje i nie istniej w tym samym czasie), to pozostanę prze założeniu rz. obiektywnej. W rz. obiektywnej definicje istnieją bądź są możliwe do wypracowania.
Moje słowa o żonie miały się odnosić do Twoich:
"Jeżeli ktoś nie rozumie tego jednego z fundamentów naszej cywilizacji, to nie powinien go zawierać, a co dopiero mówić innym ludziom jak mają żyć."
To chyba jedna z dłuższych wymian zdań jakie przeprowadzałem w sieci. Interesująco.
Polecam jeszcze tą serię artykułów (podpisałbym się pod nią): link
RE: Jakub Wozinski – Liberalizm to nie wolność. Recenzja