Wracam do sprawy nieco odległej, jednak uważam, że warto. Jest to bowiem świetny przykład tego, jak jakieś wydarzenie, czy działanie, może zostać do tego stopnia zniekształcone przez media, iż w rezultacie końcowym, mało kto zdaje sobie sprawę, o co w tym wszystkim tak naprawdę idzie.
Niedawno wpadła mi do ręki książka: "Benedykt XVI Ostatnie Rozmowy" autorstwa Petera Seewalda. Emerytowany papież ma wielki talent mówienia w sposób prosty i jasny, dlatego czyta się ją bardzo przyjemnie.
Znalazłem tam fragment który zwrócił moją uwagę, ale zanim do niego przejdę, przypomnę narrację czasów pontyfikatu Josepha Ratzingera. Był nazywany pancernym kardynałem, stawał w obronie skrzydła konserwatywnego w Kościele Katolickim, więc w momencie, gdy przywrócił wielkopiątkową modlitwę za Żydów, spadła na niego fala krytyki ze strony lewicy oraz należących do niej mediów, z prawej strony natomiast wzięto go w obronę, a część ucieszyła się z takiego obrotu rzeczy.
Muszę się przyznać, że i mi również osobiście zaimponował ten krok, traktowałem to bowiem, jako odejście Kościoła od częstej bardzo postawy rozwodnionej i niejasnej jak "wartości europejskie" na rzecz określenia się i umocowania w korzeniach. Skoro bowiem Kościół jest tym jedynym prawdziwym, to logiczne jest, że Żydzi nie uznając Jezusa Chrystusa za mesjasza błądzą, koniec kropka, nie widzę tu ataku wymierzonego w ich stronę, tylko logiczną konsekwencję.
Nikt nie oburza się na Żydów, gdy ci stoją na swoim stanowisku i uznają chrześcijan za niewiernych.
Tymczasem co o tym mówi sam Benedykt XVI?
"...jeszcze w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II, przyjęliśmy do jedności z Kościołem niektóre ugrupowania ze starą liturgią, na przykład Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra. Funkcjonowało więc wiele wspólnot zakonnych, stowarzyszeń religijnych celebrujących stary ryt wraz ze starą liturgią wielkopiątkową, której w takiej formie nie da się zaakceptować. Ze swojej strony dziwiłem się, że nic w tej kwestii nie przedsięwzięto.
Uznałem, że nie wolno zostawić tej sprawy samej sobie i że również tradycjonaliści muszą wprowadzić zmiany.
Należało stworzyć taką formułę prośby, która odpowiadałaby duchowemu stylowi starej liturgii, a jednocześnie byłaby do pogodzenia ze współczesnym stanem rozpoznania dorobku judaizmu i chrześcijaństwa. Zredagowałem ją w całości na podstawie Pisma Świętego. Powstała wyłącznie z jego słów, nie zawierając żadnych fałszywych zarzutów czy insynuacji pod adresem Żydów.
Do dzisiaj odczuwam satysfakcję, że w tym punkcie udało mi się pozytywnie zmienić stary obrządek."
Z tej wypowiedzi wynika, że działanie Benedykta XVI nie było żadnym radykalnym zwrotem wstecz, tylko próbą reformy tradycjonalistów, którzy niedawno wrócili do Kościoła Katolickiego.
Dalej w tekście jest: "Dotąd odmawiano stare wezwanie, a ja dla tego kręgu zastąpiłem je nowym. Ale najwidoczniej chodziło o to, żeby nikt tego nie zrozumiał."
Dezinformacja i atak oparty na fałszywych zarzutach zadziałał perfekcyjnie, oburzył lewicę i liberalne środowiska katolickie, ucieszył konserwatystów zwrotem w kierunku tradycji oraz sprawił satysfakcje środowiskom antysemickim, jakoby ta zmiana była atakiem wymierzonym w Żydów.
Jak to mawiał ś.p. Bogdan Smoleń: