Ale mi podszedł ten temat!
No bo jakich zdjęć mam najwięcej w cyfrowym albumie?
A no tak - mojego Obcego...
Ale tak zaraz po nim, to przysięgam, że pleców ludzi stojących przede mną na koncertach 🙂
Ale jak zaczęłam szukać tego idealnego, to nagle nic się nie nadawało...
To wymarzone ujęcie zapisane jest tylko w twardym dysku mojej głowy...
Trzeci dzień tegorocznego festiwalu OFF w Katowicach. Najedzeni i po kawce, podążamy żwawo ulicą Francuską po kolejną porcję melodyjnych doznań. Ulica na tym odcinku już zamknięta dla pojazdów, więc całą szerokością jezdni sunie tłum takich samych muzycznych głodomorków jak my. Słońce praży w odsłonięte ramiona, w duchu dziękuję sobie, że założyłam długą sukienkę, bo o dziwo - w nogi nie tak gorąco. Myśl, że za chwilę zasiądziemy pod parasolem "obokfestiwalowego" baru, sącząc ciemne czeskie piwko, dodaje wiatru w żagle. I wtedy zza zakrętu wyłania się teren festiwalu. Widzę kawałek Sceny Głównej po lewej stronie, za nią korona drzew, przed nią pas startowy ("ciekawe czy dziś też pooglądam samoloty?"). Na rozpoczęcie koncertów czeka już spory tłum festiwalowiczów. Młodzi i starsi - jak my, małe dzieciaczki i pokolenie moich rodziców. Nic ich tutaj nie dzieli. To miejsce potrafi tylko łączyć... Kolorowe morze ludzkich pleców, przed nimi brama zrobiona z kontenerów, taka troszkę odrapana z farby, z napisem "OFF", gdzie druga literka jest lekko złamana - tak charakterystycznie. Robię zdjęcie oczami...
Czasu na wyciągnięcie telefonu brak.
Fotografia zostaje zapisana w mojej ułomnej, człowieczej pamięci...
Jednak to nie jest konkurs na opowiadanie wymarzonych kadrów! Aga, ogarnij się!
Dlatego tocząc w głowie dyskusje nad każdym cyfrowym ujęciem, po wielu bojach stoczonych w sobie, mimo iż nie jest to wymarzone zdjęcie... To wstawiam je... I zgłaszam do konkursu...
A co mi tam!😉
Obejrzyjcie "pstryk" z koncertu Loyle'a Carnera.
Ale że ja jestem dobrze wychowaną dziewczynką i lubię się dzielić, to już poza konkursem, korzystając z tego, że post wiele pomieści - uraczę szanowną widownię wspomnieniami z innych wydarzeń muzycznych.
Zacznę od pierwszego w moim życiu:
2012 - Jarocin Festiwal.
Dzień drugi. Koncert grupy Paula i Karol. Wyobrażenia o punkowym charakterze zderzyły się z dość piknikowym charakterem festiwalu. (Choć wyjątki się zdarzały - aż trzeba je było uwiecznić na zdjęciu.) No cóż, widocznie punki też dorastają i tak jak w latach '90, nosili irokezy na głowie, tak w 2012 nosili już tylko potomstwo na rękach.
2016 - Jarocin Festiwal - znów.
Koniec świata! Festiwal jest po drugiej stronie drogi! Większy obszar, więcej wykonawców, jakby więcej glanów... Hmmm... Czyżby wracał "stary Jarocin"? Kolejne lata pokazały, że niestety nie 😔
Trzymam kciuki, żeby nie okazało się za rok, że Jarocin naprawdę umarł...
2017 - Open'er Festival w Gdyni
No 4 dni to zdecydowanie za długo jak dla mnie. I za duży obszar. I za dużo ludzi.
Line-up tylko był skrojony pode mnie. I mimo, że nie uczestniczyłam w każdym koncercie, w którym chciałam, to nie żałowałam.
Szczególnie gdy przypadkiem trafiało się na tak magiczny występ, jak ten na zdjęciu powyżej. Grupa SALK zaklinała swoją muzyką każdego. Podobnie jak...
2018 - OFF Festiwal w Katowicach
... jak Iowa Super Soccer w sierpniowe, niedzielne popołudnie. Podobny klimat, można odpocząć, wyciszyć się, porozmyślać nawet, no i zdjęcia porobić 🙂
Z pomniejszych koncertów, jak i zdjęcia robione jakimś przypadkowym kalkulatorem, już sobie podaruję. I tak się za bardzo rozpisałam. Ale tak to jest, jak wiesz, że przeginasz znów wstawiając zdjęcia z jednego wypadu, a jednocześnie bez sensu za chwilę pisać nowy post, o wszystkich zaliczonych wydarzeniach muzycznych. To już lepiej to okroić i wrzucić w jedno...
A żeby nie było, że tylko obcych ludzi fotografuję od tyłu. Bardzo lubię koszulki, które mają jakiś fajny napis na plecach. I wtedy to ja staję tyłem to aparatu i żądam zdjęcia moich pleców. O na przykład takiego...
Napis nieadekwatny do rzeczywistości.
Nie zostawiajcie mnie tu samej... 😉