Jestem pełen podziwu dla takich ludzi. Po wielu godzinach, kilku próbach i 2 ragequitach w końcu pokonałem Dettlaffa. Straszny przeciwnik, ale Shao Kahn był dużo gorszy. Jak robiłem w UK i mieliśmy mniej roboty i dało się wyjść wcześniej, to pojechałem do domu koło północy z kolegami. Nieco wcześniej oznajmiłem swojemu współlokatorowi, że jak wróci to pogramy na moim ps3. Ziomek wrócił z roboty i zaczął się ze mnie śmiał, że siedzę od 5 godzin i tłukę jednego typa xD. Tam przynajmniej loading był krótszy.
Tak czy siak, walka była satysfakcjonująca :D. Na całe szczęscie 3 segment to już kaszka z mleczkiem, jak wampir stracił skrzydła w swojej super wampirzej formie. No i Regis zachował się tak, jakby zachował się książkowy - czego chcieć by tu więcej? <3 Szkoda tylko, że będę miał złe zakończenie :(.