Serii swoich recenzji po prostu nie mogę rozpocząć od innego piwa niż Atak Chmielu z Browaru Pinta, ponieważ tak naprawdę od spróbowania tego piwa w 2011 roku rozpoczęła się moja przygoda z polskimi piwami rzemieślniczymi. Okazję ku temu miałem na II Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa i skrzętnie ją wykorzystałem.
Co więcej, piwo to po prostu zasługuje na bycie pierwszym przeze mnie recenzowanym, ponieważ jego uwarzenie było wydarzeniem wręcz epokowym dla polskiej sceny piwnej. Dlaczego? Otóż dlatego, że było to pierwsze piwo powstałe w tak zwanym browarze kontraktowym, pierwsze, w którym użyto amerykańskich gatunków chmielu oraz tak naprawdę pierwsze komercyjnie uwarzone India Pale Ale w naszym kraju.
I nie jest to tylko moje zdanie - dowodem na to niech będą słowa, które w swoim artykule z 2011 roku umieścił Tomasz Kopyra: “(…) jest wśród nich kamień milowy polskiego piwowarstwa, jakim nie waham się określić Atak Chmielu. Polska scena piwowarska będzie od teraz dzielić się na to, co było przed PINTĄ i Atakiem Chmielu i na to, co po nich nastąpiło.” Pan Tomasz trafił w dziesiątkę, a jego słowa okazały się prorocze. Dowodem na to jest to co obecnie dzieje się w polskim środowisku piw rzemieślniczych.
Sprawdźmy zatem co Atak Chmielu reprezentuje sobą obecnie, niemal 7 lat po premierze.
Zacznę od krótkiego przedstawienia składu oraz parametrów Ataku Chmielu.
Styl: American IPA
Ekstrakt: 15,1°Blg
Alkohol: 6,1% alk. obj.
IBU: 58
Słody: Pale Ale Weyermann®, Melanoidynowy Weyermann, Carahell®, Carapils®
Chmiele: Citra (USA), Simcoe (USA), Cascade (USA), Amarillo (USA)
Drożdże: Safale US-05
Etykieta jest schludna i przejrzysta, zawiera wszelkie potrzebne informacje. Wprawdzie osobiście bardziej podobała mi się ta pierwotna, ale szanuję wybór właścicieli i nie będę się nad tym tematem niepotrzebnie rozwodził.
Kapsel natomiast jest bardzo skromny - zawiera jedynie logo browaru.
Piwo po przelaniu do szklanki prezentuje się rewelacyjnie. Ma miedziano-bursztynowy kolor (który poniekąd odbiega od definicji amerykańskiego IPA), jest bardzo klarowne a piana jest gęsta, bardzo obfita, z drobnymi pęcherzykami i świetnie oblepia szkło podczas degustacji.
Zapachu tego piwa nie da się chyba pomylić z żadnym innym. Jest bardzo intensywny, nacechowany dużą dawką cytrusów i żywicy. Coś pięknego.
Jednak w smaku Atak Chmielu zaskoczył mnie czymś w rodzaju... łagodności. Wprawdzie czuć wyraźnie bazę słodową, ale jest ona dopełniona nutami, które wcześniej rozpoznać można było w aromacie. Muszę przyznać, że w moim odczuciu wszystko współgra ze sobą w bardzo wyważony sposób. Co więcej, może to trochę zaskakujące, ale odebrałem to piwo jako bardzo orzeźwiające. Końcówka to dość przyjemna goryczka, nie zalegająca zbyt długo na podniebieniu, chociaż osobiście życzyłbym sobie jej w tym piwie nieco więcej. O wysyceniu Ataku można powiedzieć tylko tyle, że jest raczej niskie.
Podsumowując, Atak Chmielu to w moim odczuciu bardzo fajne piwo. Być może nie smakuje mi tak bardzo jak wersja z roku 2011, ale muszę brać poprawkę na swój sentyment i dlatego uważam, że wciąż jest bardzo dobre. Brakuje mi w nim nieco goryczkowego pazura, ale ponownie - są to moje osobiste preferencje i zapewne wiele osób uzna, że goryczki w Ataku jest w sam raz. Generalnie, jeśli jeszcze nie próbowaliście, to zachęcam Was do sięgnięcia po to piwo, jestem pewny, że się nie rozczarujecie.
Chcesz poczytać więcej ciekawych artykułów o piwie?
Koniecznie odwiedź tych autorów:
Koniecznie odwiedź tych autorów: