Ludzie po prostu przestali się przejmować zagrożeniem. Albo wychodząc z założenia, że jakoś to będzie albo twierdząc, że ich to nie dotyczy, bo chorują ludzie z zakładów pracy. Widzę tutaj ze dwie przyczyny tej sytuacji, którą mamy obecnie:
*1 Wiadomą sprawą jest to, że lockdown nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę, w związku z tym obostrzenia będą musiały zostać poluzowane, a przedsiębiorstwa muszą wznowić pracę. Efektem jest to, że pojawiają się ogniska w zakładach pracy. Problemem jest to, że część społeczeństwa odebrała poluzowanie obostrzeń jako sygnał, że sytuacja została opanowana. Do tego jest sezon wakacyjny, który sprzyja ogólnemu rozluźnieniu i sielankowej atmosferze.
*2 Publicznie pojawiały się głosy choćby ze strony Premiera, że sytuacja jest opanowana oraz koronawirus jest w odwrocie. W związku z tym, skoro mówi to sam Prezes Rady Ministrów, z pewnością część Polaków postawiła to za pewnik.
RE: Trochę o koronawirusie...