...I cóżeś przemyślał, chłopcze, z tajemnic tego świata,
Tak wysokiego w Jasności Dziecięcej, rozginanego wzgardą
Jak paznokciem młodzieńczym. Jeszcze widomego u progu
Męskości zdobywczej... Już pokruszonego w drobne przesieki siwizny.
...Przedmioty, Dobry Panie, i jeszcze raz przedmioty.
(...)
Dzisiaj otworzę się nieco. Badawczo trochę, czy w ogóle jest to temat ciekawy dla tutejszej społeczności. Opowiem, jak to się stało, że obrałem Stanisława Grochowiaka za swojego poetyckiego patrona i jak zostałem w pewien sposób naznaczony piętnem jego wyobraźni.
Stało się to pod koniec ósmej klasy szkoły podstawowej, w połowie lat dziewięćdziesiątych. Z ciekawości czy nudy przeglądałem podręcznik do języka polskiego, a właściwie jego końcówkę, tam gdzie były tematy, których nie zdążyliśmy przerobić. Których tak po prawdzie nikt nie przerabiał, bo fizycznie nie było możliwe, aby wyrobić się z programem w dostępnym czasie. Nie było mi jednak żal. Nie byłem dobrym uczniem. W tym sensie, że nie byłem dobrym uczniem dla nauczycieli. Dla szkoły. Czytałem natomiast dużo, wręcz pochłaniałem książki. Dla poezji nie miałem jednak poważania. Że ktoś wzdychał do kochanki, za ojczyzną, płakał za córką, zachwycał się stepem... No i cóż? Nie poruszały mnie wiersze, które do tamtej pory miałem okazję poznać. Przynajmniej wówczas.
Przeglądam więc podręcznik, a tu żyrafa. Płonąca do tego.
Płonąca żyrafa
Tak
To jest coś
Biedna konstrukcja człowieczego lęku
Żyrafa kopcąca się tak pomaleńku
Tak
To jest coś
Coś z tamtej ściany z aspiryny i potu
Ta mordka podobna do roztrzaskanego kulomiotu
Tak
To jest coś
Czemu próchniejecie od brody do skroni
Jaki wam ząbek w pustej czaszce dzwoni
Tak
To jest coś
Coś co nas czeka
Użyteczne i groźne
Jak noga
Jak serce
Jak brzuch i pogrzebacz
Ciemna mogiła człowieczego nieba
Tak
To jest coś
O wiersz ten ja piszę
Sobie a osłom
Dwom zreumatyzmowanym
Jednemu z bólem zęba
Oni go pojmą
Tak
To jest coś
Bo życie
Znaczy:
Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso
I robić z mięsa I myśleć z mięsem
I w imię mięsa Na przekór mięsu
Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa
Szczególnie szczególnie w obronie mięsa
A ONO SIĘ PALI
Nie trwa
Nie stygnie
Nie przetrwa i w soli
Opada
I gnije
Odpada
I boli
Tak
To jest coś
Właściwie to mniejsza z żyrafą. I to nawet mimo tego, że wiedziałem, o który obraz chodzi, a do tego surrealizm był wówczas moim ulubionym stylem w malarstwie. Mniejsza z żyrafą, bo tu chodzi o mięso. Czyli o człowieka. Nikt inny tak nie pisał, nikt nie otwierał mi wcześniej nieba niczym wieko trumny. Owszem, był jakiś Baudelaire ze swoją padliną, ale to było tylko tanie efekciarstwo. „Patrz miła, tu leży padlina, opiszę ją niczym piękny kwiat, a ty wskoczysz do mojego łoża zachwycona taką przewrotnością”. U Grochowiaka to mięso żyje i walczy. Jego wiersze są głęboko egzystencjalne. Dotyczą bycia tu i teraz i wchodzą głęboko w jego strukturę – napiętą jak struna między świadomością a niebytem.
Tym, co mnie urzekło była odwaga. W wierszach Grochowiaka dominuje świadomość własnej śmierci, śmiertelności wszystkiego co żywe i jest to nie tylko zauważenie tego faktu, ale odczucie go w pełni, która przekracza możliwości języka:
(...) a smak północy
był na tamtej ręce
której dotknąłem jak żelaza w mróz
odtąd unosząc tylko pół języka
bełkocząc odtąd
Czy, kiedy jeszcze byliście dziećmi, zdarzało się Wam przysiąść w zadumie pod ciężarem świadomości nieubłaganej natury czasu? Mnie bardzo często. Myślałem jakieś słowo, a ten akt myśli natychmiast stawał się przeszłością. Wyobrażałem to sobie jako stąpanie po kruchym moście, gdzie, po każdym kroku, przekroczony fragment spada w przepaść i nie można się zatrzymać ani na chwilę, bo spadniemy wraz z nim. Ta świadomość towarzyszy poezji Grochowiaka i rzuca na nią cień.
W przeciągu słowa
Ponad to wszystko
Co robimy z śmiercią
To ubierając ją w suknie
To w nagość
Ona zostanie wdowim widmem czasu
Owym gwałtownym starzeniem się zmarłych
Jeszcze przedwczoraj był mężczyzną w wieku
Mógł sadzić drzewa jeść rybę zapłakać
W przeciągu słowa
Zapadł się tak nagle
Że dziś rówieśny paproci i węgla
Mój ojciec — mówię —
A nie widzę ptaków
Przez niebo ciągnie klucz pterodaktyli
Uwodzi mnie ta poezja również swoją scenografią. To jest świat przedmiotów, czasem zakurzonych, czasem odrzuconych, ułomnych, a czasem zwyczajnych, codziennych. Pogrzebacz, boczek na haku, ogórek czy wreszcie kurek rozkwitły w siedem jęzorów żelastwa. Zaskakujące jest, jak niezwykłe światy poetyckie można wysnuć patrząc po prostu pod nogi.
D z i e w c z y n a:
Czy pan ją widzi? Czy ona się śni?
Czy też nadbiega - nagła jak z pagórka?
P o e t a:
Ona wynika z brodawek ogórka...
D z i e w c z y n a:
Pan kpi.
Pan ją jedwabnie - pan ją jak motyla
Po takich złotych i okrągłych lasach...
To jest jak z Dafnis bardzo czuła chwila...
P o e t a:
Owszem. Jak ostro
Całowany tasak.
(...)
Jest wreszcie odwołanie do średniowiecza, więc kolejny z moich sentymentów. I to odwołanie nieprzypadkowe, wynikające z tej filozofii i obsesyjności, która stoi za poezją Grochowiaka. Jedyną postawą, którą winien przyjąć człowiek wobec owego głazu świadomości jest postawa rycerza:
(...)
Nie ma Cię, Królu od Miecza.
Nie ma Cię, Królu od Wagi.
Stanąłem w przyłbicy i nagi,
Rozniosły mnie skrzydła powietrza.
Lecz idzie przez niebo rzecz bledsza,
Odwaga cieknąca z powagi.
I jesteś, Królu od Wagi.
I jesteś, Królu od Miecza.
(...)
Imaginarium Grochowiaka towarzyszy mi od lat. Poświęciłem mu licencjat („Symbolika ptaków w poezji Grochowiaka”), planowałem również pracę magisterską o symbolice kolorów, tej jednak nie ukończyłem, gdyż przerwałem studia. Ale ta poezja nigdy mnie nie opuściła.
Stanisław Grochowiak (1934 - 1976)