Dzień szósty na szlaku to 32km i 1300m podejść. Początek przeszliśmy ekspresowo - 16km w 3:30h. Dużo asfaltu / szutru i prawie płasko. Druga połowa to już konkretne wędrowanie z Rabki-Zdrój do schroniska na Turbaczu.
Tradycyjnie w drugiej połowie dnia mieliśmy burzę na kursie potencjalnie kolizyjnym. Ale tym razem nie trzeba było ani uciekać ani przeczekać - burza poszła bokiem.
Na Starych Wierchach odbyła się taka konwersacja z panem, który tam wchodzi z „Ło’bidowej” z serkami:
(Ja) - będzie coś z tej chmury?
(Baca) - a kaj idziecie?
(Ja) - na Turbacz
(Baca) - na Turbacu nie poleje
(Ja) - a skąd wiecie?
(Baca) - a dyć wieter idzie łod Turbaca do Robki (czyli Rabki-Zdrój). Tam bydzie burza, ale na Turbac dojdziecie bez dyscu
Prognoza bacy okazała się dokładniejsza od wszystkich serwisów pogodowych, z których korzystamy. Nie padało a teraz pod wieczór niebo się klaruje.
Bardzo przyjemny odcinek, pomimo braku tak spektakularnych widoków jak wczoraj z Babiej Góry. Lubię Gorce. Celebrowałem odcinek między schroniskiem na Maciejowej a Turbaczem. Na tym ostatnim zapatrzyłem się na Babią Górę. Wydaje się daleko, a byliśmy tam wczoraj rano.