Dzisiaj ważny dzień. I to podwójnie. Po pierwsze, przekroczyliśmy 250km, czyli połowę GSB mamy za sobą.
A druga wiadomość to dołączenie dwóch koleżanek, które przejdą z nami drugą połowę szlaku. Gdy spotkały nas w Krynicy, z miejsca poczuły zapach przygody. Dosłownie ;-)
Dzisiaj długi dzień - 34km i 1500m podejść. Od rana wyścig z burzą i ulewą. Po 17 miało w Krynicy mocno padać, więc szliśmy szybko, by zdążyć przed deszczem. Profil szlaku sprzyjał temu - najpierw solidna wyrypa na Cyrlę, potem dokładka pod Makowicę, ale dalej prawie płaski i bardzo wygodny grzbiet Jaworzyny Krynickiej. Na koniec zejście do Krynicy-Zdrój.
Szybki marsz był niepotrzebny - burza nad Krynicą rozwija sie dopiero teraz (19-20:00).
Pasmo Jaworzyny Krynickiej to jedno wielkie miejsce pamięci partyzantów i kurierów z II Wojny Światowej oraz „żołnierzy wyklętych” po wojnie.
Przerwa na posiłek na Hali Łabowskiej. Nowa ekipa zabrała się za odświeżenie obiektu. Nowe łazienki to początek zmian. Do menu trafiła też rewelacyjna kawa marokańska, parzona z przyprawami.
Na szczycie Jaworzyny Krynickiej niemiły widok - grzbiet góry jest rozkopany celem budowy nowego wyciągu. Obejście jest poprowadzone szlakiem zielonym przez schronisko PTTK.
Koniec dnia to przejście deptakiem w Krynicy-Zdrój. Zakurzone buty i duży plecak nie pasowały do pięknych pań i eleganckich panów przechadzjących się kuracjuszy. Ale to nie mój problem. Miałem inne priorytety. Najpierw lody ;-). A poza lodami, skoncentrowałem się na podziwianiu pięknych drewnianych will.
PS. Lody na Krynickim deptaku zdecydowanie wchodzą na podium najlepszych na GSB. Może nawet będą kandydatami do końcowego triumfu.