Czwartek to kolejny dzień wypełniony aktywnością i ciekawymi działaniami.
Rano porządki (od przekładania tych samych rzeczy pomału zaczynam głupieć ) ogólnie poranek ciężki za wcześnie wstałem - za późno po filmach poszedłem spać ( na kinie pokładowym we wtorek oglądaliśmy klasyka 1952 "karmazynowy Pirat" - film mego dzieciństwa
ale wyszło tak, że aż pod rondo grzegórzeckie wracałem spacerem z koleżanką więc wróciłem rowerem ostatni odcinek do domu całkiem późno - a jeszcze i tak była jedna drobna rzecz do załatwienia przed pójściem spać... (NÓW, nów, księżyca, no nóóóóóóóów 😏 był) ...
czwartek zatem - rano porządki - potem akcja jazdy z kolegą "L" do magazynu harcerskiego na drugi koniec miasta (Bieżanów) przeglądamy rozkładamy na trawie stare namioty (NS / SAN ) są fajne i jeden mu się naprawdę przyda - ogólnie mieszczą koło 10 osób i ważą z 40 ponad kg po zwinięciu - dziś wieziemy je na wieś do jego domu .
U-Targałem parę jeszcze drobiazgów na statki i nawet grę "jenga" dla siebie dziś konkretniejsze działania - także na cowtorkowy trening Tai-Chi (drugi mój w tym roku) do parku Jordana dotarłem niestety 20 minut spóźniony (korki za matecznym do alej) padał deszcz ale schroniliśmy się pod okapem altanki -
wyszło fajnie bo 4 osobowa grupka to pewna zniżka w cenie zajęć a przede wszystkim miło jest ćwiczyć z przyjaciółmi - namówiłem na pierwsze jej zajęcia (no i dotargałem jej monitor PC, który potrzebowała pożyczyć- dobrze że autem nie rowerem)
muszę regularnie przycisnąć ćwiczenia codzienne w tai - chi żeby zachować uważność czy też jak mówi mistrz "uwagę" miedzy treningami - godzina półtora w tygodniu to na pewno za mało .
po 19 na statkach miały być szachy i RPG - szachów na szczęście nikt nie wyjął - graliśmy sesję jednostrzałową w zew Cthulhu - naprawdę przyjemnie się grało mimo podeszczowego chłodu.
Szczególnie cieszy mnie przyprowadzenie nowego o ale bardzo dobrego prowadzącego rag-i kolegi na okręty - liczę na wiele kolejnych sesji.
Graliśmy w scenariusz z quickarstera "Corbith House?"
Wieczorem próbowałem dostarczyć bluzę którą odebrałem z żabki (in-postu, odebrałem kiedy był już pod Grunwaldem - po Krzyżackiej stronie co gorsza - w czwartek 13 VII ) koledze "Rycerzowi" (nie temu z tylko innemu :) ) niestety nie dogadaliśmy sięco do adresu - numer był dobry ale próbowałem znaleźć go na sąsiedniej ulicy ($#@ Friedlaina) nie na Łokietka - po prawie godzinie starań ruszyłem spacerem kwadrans po północy z Wrocławskiej do domu - byłem zmęczony śpiący i ciut sfrustrowany oraz zmarznięty - mimo wszystko dzień całkiem udany - rycerz rusz aa dziś rekonstruować bitwę pod bugiem - bluzę dam mu w przyszłym tygodniu.