— Co ci się stało w twarz? Jesteś jeszcze brzydszy niż wcześniej — powiedział nagle Jayden bez cienia złośliwości.
Evin odruchowo dotknął policzka, na którym teraz widniała cienka, jasna blizna po pojedynku z Brannem.
— Nic takiego — powiedział i dodał: — Wiesz, Brann…
— No tak, to wszystko tłumaczy… Więc powiesz mi wreszcie, o co chodzi? Czemu przyjechałeś do Librey? — dopytywał się Jayden.
Evin popatrzył w stronę okna, a potem na przyjaciela.
— Jesteś pewien, że nikt nas tu nie usłyszy? Szczególnie nikt, kto mógłby donieść Oświeconym? — zapytał Evin, zamiast odpowiedzieć na pytanie przyjaciela i kiedy Jayden pokiwał głową, podjął wyjaśnienia: — Osobiście w ogóle w to nie wierzę, ale za bardzo nie miałem wyboru i musiałem się zgodzić — powiedział i z mniejszej ze swoich dwóch toreb wyjął Magiczną Matrycę i opowiedział Jaydenowi całą historię o tym, jak Stary Tim przyprowadził go do Mossa i obaj uznali, że Evin z jakimś swoim towarzyszem muszą zanieść ją do tajemniczej krainy na południu Trzeciego Świata Minaris, a jak im się uda, to może trafią w trakcie wędrówki na wysłańców z tamtej krainy.
Kiedy Evin skończył opowieść, Jayden patrzył na niego przez kilka dłuższych chwil i nic nie mówił.
— Zwariowałeś? — zawołał nagle. — Za każdym rogiem czają się Oświeceni, którzy są gotowi zabić za choćby myśl o magii, a ty przychodzisz tu i mówisz coś takiego? I przynosisz to?
— Jak nie chcesz, żeby Oświeceni usłyszeli, to nie krzycz tak! — upomniał przyjaciela Evin. Nie był zły, że Jayden tak zareagował. Doskonale zdawał sobie sprawę, że mówiąc o tym w jego domu, naraża na niebezpieczeństwo nie tylko siebie i przyjaciela, ale też całą jego rodzinę.
— I mówiłem, że nawet nie mam pewności, czy to rzeczywiście prawda — dodał.
— O rany! Od razu mi lepiej... Prawda czy nie, i tak niebezpieczna! I co ty mówisz? Że nie masz pewności? Czyli jednak istnieje szansa, że to prawda! — zauważył już przyciszonym głosem Jayden. — Gdyby to nie było prawdziwe, naprawdę myślisz, że kazaliby ci narażać życie dla czegoś takiego? — zapytał.
Evin wzruszył ramionami.
— Jayden! Co ty gadasz? — zapytał i popatrzył na przyjaciela z rozbawieniem. — Przecież magia nie istnieje… Czekaj, czekaj… No co ty? Wierzysz, że istnieje?
Tym razem to Jayden wzruszył ramionami.
— Sam już nie wiem — przyznał. — Nie wierzę w magię, ale nie wierzę też w to, co mówią Oświeceni. Ale ostatnio wiele dziwnych rzeczy się dzieje… — dodał.
— Jakich dziwnych? — dopytywał się Evin.
— No dziwnych, takich, których nie da się normalnie wytłumaczyć.
— Widziałeś to na własne oczy? — Evin uniósł pytająco brwi.
— Czy ty nigdy jeszcze nie uwierzyłeś w coś na słowo? — zapytał Jayden i, nie czekając na odpowiedź przyjaciela, mówił dalej: — Nie, ja nic nie widziałem, ale Namira i Delwa tak! Wierzę siostrom. Raczej nie miały powodu, by wszystko zmyślić. Wiem, są młodsze, ale nie są głupie! Dobrze wiedzą, że gadanie o magii jest tutaj zabronione. Zdają sobie dobrze sprawę z tego, że jakby powiedziały o tym gdzie indziej, a nie tu w domu, mogłyby zginąć…
— No dobrze… coś mi się zdaje, że już niedługo wszystko się wyjaśni… Co do magii, Oświeconych i w ogóle… — Evin wbił spojrzenie w podłogę.
Na chwilę zapanowało milczenie. Obaj przyjaciele pogrążyli się we własnych myślach.
— To jak? Idziesz ze mną? — zapytał nagle Jaydena Evin, wyrywając go z zamyślenia. Widział jednak wahanie na twarzy przyjaciela. Na chwilę ogarnęły go wątpliwości i już wcale nie był taki pewien, czy Jayden pójdzie z nim na południe. Po chwili jednak jego przyjaciel podjął decyzję.
— Pójdę z tobą. Pomogę ci z tym czymś. — Wskazał na Magiczną Matrycę.
Evin uśmiechnął się do niego z ulgą i wdzięcznością.
— Dzięki. Miałem nadzieję, że to powiesz — przyznał.
— W porządku, i tak planowałem wybrać się w podróż. Co prawda w innym kierunku, ale na południe też może być. Zawsze mogę potem wrócić z tobą do Fortess. Prawda? — Jayden popatrzył na przyjaciela unosząc brew.
— Oczywiście, jak tylko będziesz jeszcze chciał. — Evin uśmiechnął się do przyjaciela. — I nie będziesz miał mnie dość.
Jayden parsknął śmiechem.
— Już mam cię dosyć — powiedział. — No dobrze, to kiedy wyruszamy?
— Możemy nawet teraz, jak chcesz. — Evin wzruszył ramionami.
Jayden podniósł się z podłogi i powiedział, kierując się w stronę drzwi:
— No to w drogę.
Evin z lekkim uśmiechem ruszył za przyjacielem. Cieszyło go, że Jayden jest optymistycznie nastawiony do tej całej wyprawy, która ich czekała, a o której tak mało wiedzieli…
Nie było im jednak dane wyruszyć w drogę tak szybko, jak planowali. Okazało się, że rodzice Jaydena nie byli zbyt optymistycznie nastawieni do tego pomysłu i za wszelką cenę chcieli zatrzymać chłopaka w domu, by ten pomagał ojcu. W końcu jednak po długich zapewnieniach szybkiego powrotu zgodzili się, by syn opuścił dom.
Znów publikuję rozdział po tak długiej przerwie, jeśli ktokolwiek to jeszcze czyta, to przepraszam i postaram się być bardziej systematyczna ;-)