W poprzednim wpisie pokazałem mój rachunek za nagłą wizytę w szpitalu, a dzisiaj opowiem co nieco o cenach za jedzenie.
Sklepy ze zdrową żywnością, eko, fit itp. mają absurdalne ceny, chyba przebijają to co trzeba by w Polsce zapłacić.
Przykładowo ten Power SNACKS kosztuje 650 pesos, czyli jakieś... 46zł. Pozostałe w okolicy 30 zł.
Rachunek za kilka opakowań przekąsek i witaminy wyniósł 4600 pesos, czyli ok 325 zł. Witaminy stanowiły oczywiście ponad połowę tej ceny.
Inny przykład drogiej rzeczy to truskawki - 50zł za kg! ( 700 php)
Za to sok z ananasa jest bardzo tani, dwie takie puszki 1.36 L za 136 pesos, 10zł, czyli 3.6 zł za litr soku.
Kiełbaski w stylu Europejskim (a nie jakieś ich słodkie wynalazki - blee) kosztują już trochę bo 569 pesos za kg, czyli 40 zł.
Lepszej jakości szynka to koszt 670 pesos za kg - 47 zł.
I na koniec lokalne piwo, 320 ml, 5% alko za 26.5 php, czyli 1.8 zł.
Dzicz kontra cywilizacja
Jako ciekawostkę opiszę jak wyglądają zakupy w dużym sklepie spożywczym.
Będąc jeszcze kilka miesięcy temu w Polsce, pamiętam jak wyglądały zakupy, przykładowo w Biedronce. Cztery panie na wielki sklep, z czego jedna na kasie, a pozostałe zajmują się przekładaniem paczki wafelków z jednej półki na drugą... Długa kolejka i zdenerwowani ludzie, a kasowanie produktów to karabin maszynowy i zanim zdążysz je zapakować do wózka, to kasjerka już wyciąga rękę po pieniądze, czy kartę. Wszystko w pośpiechu i z beznadziejną jakością obsługi klienta. W UK jest przynajmniej zasada, że do puki nie zapakujesz wszystkiego i nie odejdziesz od kasy, to kasjerka nie zacznie obsługiwać kolejnego klienta. W Polsce natomiast najlepiej jak jedną ręką ładujesz zakupy, a drugą już trzymasz portfel w gotowości, a jak masz dużo zakupów i nie zdążysz wszystkiego zapakować to za chwilę zostaniesz zalany zakupami kolejnego klienta.
Tutaj natomiast jest kultura. Bo nie trzeba robić prawie NIC. Wykładasz zakupy na taśmę, a dalej idzie samo. Kasjerka tylko pyta, czy masz swoje siatki i czy chcesz plastikowe bo kosztują po 2 php dodatkowo. Kasjerka kasuje, a druga dziewczyna pakuje twoje zakupy! Jest też trzecia osoba, młody chłopak, który spakowane torby układa na wózku i gdy już zapłacisz to on jedzie z tym wózkiem do twojego samochodu, czy do stanowiska gdzie czekasz na Ubera. Dodatkowo chce tam czekać żeby pomóc Ci załadować zakupy do samochodu, ale ja z tego już nie korzystam, tylko dziękuję i sam czekam na Ubera. To już przesada dla mnie hehe.
Nie ważne czy sklep, czy restauracja, jest nadmiar obsługi. Kiedyś w porze lunchu byłem z dziewczyną w restauracji, gdzie naliczyliśmy ok 20 osób personelu, a byliśmy przez jakiś czas jedynymi klientami. Z jednej strony jest to fajne bo ludzie mają zatrudnienie, a klient jest dopieszczony bo ma za sobą cały sztab asystentów do obsługi. W Europie też by się to przydało, zamiast pchać na siłę ludzi na jakieś badziewne studia, typu Zarządzanie Polem Namiotowym, czy Administrację Spuścizną Krzyżową...
Inny przykład to ochrona. Każdy sklep czy Starbucks ma swojego ochroniarza z ostrą bronią, czasami kilku. W dużym centrum handlowym, w drogiej dzielnicy, widziałem ochronę z karabinkami automatycznymi, a np przy siedzibach dużych banków ochrona ma shotguny.