Patrz! Jak na śrzodek wzbiwszy się Nieba
Ogniem tchną żywym Romaki Feba,
Trudno się ukryć, gdzieby upały
Okrutne z gory nie dosięgały.
Pełno wod przed tym płynących rączo
Ledwo się miałkim dnem Rzeki sączą,
A gdzie Koń bystry czasem wpław chodził,
Widziałem iako, leda pies brodził.
Smutne Kwiateczki, że mdłemi ziołki,
Zwiędłe ku ziemi chylą wierzchołki,
Czekaiąc rychło z Rożaney dłoni,
Rosy perłowey Hesper uroni.
Zńiwiarz zemdlony upałem srogiem
Dyszy w południe leżąc pod Brogiem
Zamilkły wdzięczne Ptasząt okrzyki
Tylko się wchrostach swarzą koniki.
Często skopcone mglistemi kiry
Ciska grad Niebo, i ogień szczery,
Dnia za chmurami nie widać we dnie,
Wszystko stworzenie od trwogi blednie
A ia pod moim słomianym dachem
Scarym się wesoł posilam Bachem,
Niechay się Niebo, iako chce sroży,
Czystego sorta, nic nie zatrwoży.
MAGAZYN WESOŁYCH I MORALNYCH ZABAW
CZYLI ZBIOR GŁADKICH WIERSZOW, DOWCIPNYCH POWIESCI, ZARTOW, ANEGDOTOW, ARYI, PIESNI SWIATOWYCH I INNYCH CIEKAWYCH WYDARZENIOW
W Wilnie 1812 Roku.
Tekst w domenie publicznej.