Czołem !
Po niesamowitym ( dla mnie ) sukcesie pierwszego posta, zachęcony do dyskusji chce poruszyć temat pracy zdalnej, która jeszcze 10 lat temu nie była tak popularna jak teraz z oczywistych chyba powodów. Nie mam zamiaru się teraz rozwodzić na temat ewolucji rynku pracy, rynku pracownika czy technologiach pozwalających pracować w każdym miejscu na świecie. Natomiast chce w ramach tematu pracy w domu poruszyć obszar ( moje nowe ulubione słówko " obszar") samodyscypliny i motywowania do działania.
Od początku tygodnia pracuję w ramach pracy zdalnej , home office jak zwał tak zwał. Uczciwie będzie podać powód pracy w tym modelu, mianowicie - złamałem nogę. Z racji na to że branża w której pracuje cechuje się elastycznością i podejściem do pracownika jak do człowieka a nie jak do niewolnika mogę pracować z pod kołdry nie martwiąc się o zachowanie dresscodu :)
Problem pojawił się pierwszego dnia... Moja wizja pracy z domu nie przewidziała , załadowania zmywarki, rozwieszenia prania, pilnego odebrania paczki z in-postu ( bo przecież paczkomat jest tuż pod nosem, tylko skocze na sekundkę i już wracam do "pracy") wstawienia ziemniaków, odpowiedzenia na maile ( nie zawsze dotyczące pracy zawodowej) czy wytapetowania MAŁEGO POKOJU !!!! (żart)
Dążę do tego, że samodyscyplina której potrzeba do pracy w domu jest OGROMNA. Mnogość rzeczy które można przy tak zwanej okazji zrobić jest niesamowita. Po dwóch dniach walki z domowymi obowiązkami VS obowiązkami zawodowymi, postanowiłem!
Dzisiaj po porannej kawie tuż przed papierosem, na kartce A4 szczegółowo rozpisałem zadania jakie powinienem wykonać (w ramach etatu), określiłem je w czasie i rozłożyłem na całe 8 godzin. Wynik? Nie obrane ziemniaki, zlew zawalony naczyniami i ogólny burdel ;-)
Jeżeli ktoś z was ma jakieś inne pomysł i na co dzień pracuje z domu z chęcią przyjmę rady :)
Peace