Trafiłem wczoraj na dwa zdjęcia. 1957 rok. Obchody 1 sierpnia. Pierwsze po "odwilży". Wielu dopiero opuściło stalinowskie więzienia. Spojrzałem na te twarze i momentalnie uzmysłowiłem sobie zmianę, która zaszła. Przedwczoraj jakoś nie potrafiłem tego dobrze opisać...
Forma obchodzenia 1 sierpnia ewoluowała. Jak w wieży stereo, gdy wciśnie się magiczny guzik i z CLASSIC brzmienie zmienia się na POP. Wszędzie więc słychać radosne dźwięki powstańczej melodii. "A na tygrysy mieli visy"... Trochę jak w innej pieśni sprzed ponad wieku: "Obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni". Na ulicach ludzie z opaskami. Rekonstruktorzy w panterkach żywcem wyciągnięci ze zwierzeń mumina. "Bo najważniejsza jest pamięć". Sęk w tym, że mocno przesunęły się punkty ciężkości tej pamięci. Dziś jakoś mniej jest tego przygnębienia, które widać na twarzach z 1957 roku. Podkreśla się za to hart ducha, pragnienie wolności. 1 sierpnia jest postrzegany niczym ten moment wypłynięcia by zaczerpnąć powietrza. Odetchnąć pełną piersią. Jakby na moment odcinając się od tego, co stało się zaraz potem.
Czy to źle? Nie wiem. Osobiście (jako historyk) czuję lekki dysonans. Cóż, jest to jasny znak, że czas leczy rany. Pamiętamy o bohaterstwie, trochę mniej o zgliszczach.
Powyższe zdjęcia (w kolorze bez kolorowania) zrobił w sierpniu 1947 roku Henry N. Cobb - amerykański architekt, który jeździł po Polsce (także po UK i Czechosłowacji) by sprawdzić stan odbudowy.
I tak oto na zgliszczach powstało nowe miasto a ludzi, którzy pamiętają starą Warszawę żyje już niewielu. Za 20 lat pozostaną już tylko tylko stare zdjęcia i filmy...