Stworzenie własnej monety to jeden z pierwszych pomysłów, jakie pojawiły się w Królestwie Bez Kresu. Pierwotnie miała być to waluta komplementarna - żetony wymieniane w stosunku 1:1 do złotówki. 1,5 miesiąca przed oficjalnym otwarciem zamówiliśmy mennicę i krążki. Na awersie znalazł się profil Zbigniewa Herberta i napis ZBIGNIEW HERBERT 1924-1998, na rewersie herb trójpolowy z czasów powstania styczniowego z napisem KRÓLESTWO BEZ KRESU 1 RYCAR.
Niestety już na samym początku pojawiły się problemy... Po pierwsze dolny stempel został wykonany tak, że odbicie herbu na monecie było... lustrzane. Zamiast Orła po lewej stronie była więc Pogoń. Problemem były też krążki mennicze. Zamiast zamówionych mosiężnych otrzymaliśmy mosiężne i aluminiowe. Zgłosiłem reklamację. Po jakimś czasie przyszedł poprawiony stempel. Mosiężnych krążków jednak nigdy się nie doczekałem.
Rycar w Rzeszowie miał pod górkę. Przede wszystkim dlatego, że główny "towar", czyli herbata miał być dostępny za "co łaska". W praktyce wyglądało to tak, że wpływy zawsze były za niskie i na zakup innych produktów nigdy nie było środków. Czasem jednak udawało się coś kupić (np. wegańskie czipsy bekonowe) i pojawiał się kolejny problem: jak traktować rycary bite na różnych krążkach? Ostatecznie wprowadzony został podział na złotego i srebrnego rycara. Ten pierwszy miał wartość 1 SBD (lub 4 zł), drugi 0,5 SBD (lub 2 zł). Implementacja tego systemu była jednak na bardzo niskim poziomie, bo wegańskie czipsy bekonowe nie cieszyły się dużą popularnością. Miała to zmienić reforma, która planowana była na wiosnę 2019. Pisałem o niej w cyklu W marcu jak w garncu z rycarami. Nic z tego jednak nie wyszło, bo pod koniec kwietnia przyszło wypowiedzenie umowy najmu. I dobrze, bo można było zacząć od nowa...
Przeprowadzka stała się szansą. System krakowskiego KBK został oparty niemal całkowicie na nowym, cyfrowym rycarze. Daje on nie tylko możliwość odbierania nagród, ale również decydowania o kierunku, w którym zmierza Królestwo. Monety przeszły do lamusa. Choć kto wie - może dopiero czekają na swój czas. Niewykluczone, że wzrost popularności miejsca doprowadzi do ich szerszego użycia. Na razie nikt z nich nie korzysta, choć teoretycznie każdy kto posiada bite rycary może je wymienić na nagrody. Przy czym rodzaj krążka nie ma już żadnego znaczenia. Przynajmniej jeśli chodzi o wartość nominalną. W praktyce bowiem o wiele łatwiej bije się "srebrne" rycary. Poniżej kilka przykładów monet, które zostały odłożone jako eksponaty do Muzeum Fuszerki i Złodziejstwa. W zasadzie to o nich miał być niniejszy artykuł, ale wstęp wyjątkowo się wydłużył...
Pierwszy z lewej w górnym rzędzie to chyba najdziwniej wybity rycar w dziejach. Pochodzi bez wątpienia z pierwszego miesiąca działania rzeszowskiego KBK. Poznać to można po odwróconym stemplu. Kolejne dwa rycary to próby fałszerstwa z wykorzystaniem monet ukraińskich o nominale 5 kopiejek. Rezultat jednak wyraźnie odbiega od standardowych egzemplarzy. W dolnym rzędzie z kolei są dwa rycary bite na mosiężnych krążkach. Niestety ich wybicie wymaga o wiele większej siły, to z kolei prowadzi do częstych poprawek, czyli kolejnych uderzeń, których rezultat bywa różny. Zdarza się więc, że Herbert ma np. dwa czoła...