Mogę być zadowolony z mijającego tygodnia. Nie był idealny, ale nie o to chodzi, żeby złapać króliczka, ale żeby go gonić, a nie przed nim uciekać lub przewrócić się na pierwszej dziurze i leżeć plackiem ;)
Jak spodziewałem się. Mój sposób na zrobienie zdjęć wszystkiemu co zjem trochę podupadł. Zaczęło się od zapominania zrobienia zdjęcia po całkowite ignorowanie zasad. Formuła szybko się wyczerpała i powiew nowości, zastąpiła rutyna. Nadal są chwile kiedy robię zdjęcia i udaje mi się powstrzymać podjadanie. Muszę wymyślić coś dodatkowego ;)
Udało się utrzymać 7 z przodu i dodatkowo zejść trochę z masy. Cieszy że tym razem według wagi głównie kosztem tłuszczu! Nawet bardziej ubyło tłuszczu niż samej wagi ;)
Sportowo udało mi się być tylko jeden raz na siłowni. Tym razem próbowałem biegać według wskazówek tak zwane rytmy, ale jakoś nie potrafię nadążyć za swoim tętnem albo spada mi zbyt nisko albo nie chce spaść poniżej 145+. Jak mam prędkość w której daje radę iść, to tętno spada do poniżej 130, a jak podbijam prędkość i muszę już truchtać to wywala na wyżej wspomniane 145+. Jak umiałem, tak biegłem. Po ostatniej serii postanowiłem dobić 2km swoim zwykłym tempem biegowym. Dziś miałem postanowienie, że przebiegnę 10km. Zrobiłem sobie 2 dni przerwy na regeneracje, ale zostałem uziemiony w domu..