Zwróciła mi uwagę, że powinnam zacząć patrzeć trochę szerzej na to jaką drogę przebyłam przez ten rok, ale mi to nie wychodzi zbytnio. Cały czas mam wrażenie, że jestem zapętlona w schemacie udawania, że jest lepiej niż jest w rzeczywistości, bo gdy zostaję sama ze swoją głową to wcale nie jest tak kolorowo jak ona na to patrzy. Ale może to ja czegoś nie widzę?
To samo zauważyłem w swoim myśleniu, ale dostrzegłem też po ostatniej kurwicy, gdy kląłem, denerwowałem się i wkurwiałem na pewną sytuację, że jest... lepiej. W sensie pojawia się coraz rzadziej, coraz lepiej nad tym panuję. Pocieszyła mnie też Asia, że widać codzienną pracę nad sobą. Cholernie mnie to motywuje, jak mam sytuacje gdy "kipi" pode mną.
A co do dzieci, wydaje mi się, że lubią nas m.in. za to, że mamy "najebane we łbie". nie wiem jak Tobie, ale mi od dziecka zazwyczaj nie imponowali ludzie sukcesu, tylko tacy "Szarzy" - ich dobroć była bardziej szczera i lepiej kontrolowali swoje odpały. W sensie, to o czym kiedyś rozmawialiśmy, że sporo dobrych ludzi ma swoją mendowatą stronę i czasem dopierdalają tym słabszym. Myślę, że z dziećmi może być podobnie. A i jeszcze coś, co mi się przypomniało - wiele razy słyszałem, że umiem się zajmować dziećmi tak, by się nie nudziły, a wręcz nie chciały wychodzić z nudnego spotkania. To jest cholernie fajne.
Trzymaj się Paula (chyba nie pomyliłem Twojego imienia?) i powodzenia :)!
RE: Dziennik #71/2026 - ważny dzień