Na wstępie chciałbym się pochwalić tym, że wraz z moją narzeczoną dzisiaj staliśmy się właścicielami pierwszego wspólnego mieszkanka. Nic nadzwyczajnego, 3 pokoje 20 letni blok po remoncie, 4-te piętro bez windy niestety. Ale za to po remoncie, który był rok temu, w pełni umeblowane i wyposażone.
Własne cztery kąty to marzenie wielu osób. Już teraz wiem dlaczego jest ono tak trudne do zrealizowania. Przybliżę wam naszą sytuację, może wyciągniecie coś z tego dla siebie. Wszak przy pierwszym zakupie warto wiedzieć kilka rzeczy.
Z racji tego, że oszczędności jakiś wielkich nie mieliśmy i wiadome było, że będziemy korzystać z pomocy bliskich osób zdecydowaliśmy się na rynek wtórny. Mieszkanie w którym będzie można od razu zamieszkać pomijając remonty czy zakupy mebli itp. Po pierwsze uwierzcie mi bardzo ciężko jest znaleźć mieszkanie (pomimo dużej podaży) w 99% odpowiadające swoim potrzebom. Mam na myśli rozkład, kuchnię, rozwiązania w łazience itp. Dlatego też padło na nieszczęsne 4-te piętro. Ale trudno przyjęliśmy to. Nie powinien to być wielki problem.
Kilka faktów:
- cena 250 000 zł. - Może wydaje się wam to dużo za mieszkanie 53 m2 ale niestety w moim mieście tak kształtują się ceny mniej więcej za takie mieszkania. Nowsze budownictwo jest jeszcze droższe. Niestety osiedle na którym się wychowałem i na którym chcieliśmy zamieszkać ma jedne z najwyższych cen nieruchomości. Co poradzić....
- Miasto 120 000 mieszkańców więc pewnie ceny nie mają startu do takiego Poznania czy Wrocławia. Oceniam jednak wszystko ze swojej perspektywy.
- wkład własny minimum 10% co daje 25 000 zł płatności gotówką. Dodam, że zostały dwa czy trzy banki oferujące tak niski wkład własny. Zgodnie z zaleceniami dla banków z ministerstwa powinno to być 20% czyli w naszym przypadku 50 000 zł. Dla nas kwota nie do ugryzienia....
- Koszt notariusza 6 400 zł - tutaj nieźle się zdziwiłem. Od początku pośrednik uprzedził mnie o takich kosztach, wszystko było okej. Nie wiedziałem jednak, że z całej tej puli pieniędzy Notariusz zarabia jakieś 650 zł. reszta to opłaty. Głownie podatek... 5 000 zł bo kupiłem mieszkanie. Dla mnie osobiście porażka.... Ale okej. Lecimy dalej.
- Koszt rzeczoznawcy, który musi wykonać operat szacunkowy dla banku. - I tu się zaczęły schody. Niestety umknęły mi informacje co będzie jeżeli rzeczoznawca nie doszacuje mieszkania. Może pośrednik mi tego nie przedstawił, może mi to umknęło ponieważ natłok informacji jaki dostawaliśmy był naprawdę solidny. Ale o co chodzi, już tłumaczę. Ustaliliśmy cenę na 250 000 zł a firma wyceniła mieszkanie na 247 000 zł. Co to oznacza? Dokładnie oznacza to kolejną część pieniędzy, którą musieliśmy dopłacić do wpłaty własnej z gotówki. 3 tysiące więcej. Niby nie jakoś bardzo dużo ale budżet zazwyczaj jest napięty a dochodzą niespodzianki. Po fakcie cieszę się, że to były tylko 3 000 zł a nie 10 000 zł. Nie wiem skąd miałbym wziąć brakujące pieniądze. Nadmienię tylko, że podpisaliśmy umowę przedwstępną. Zadatek wpłacony. Dla osób co rozglądają się za pierwszym mieszkaniem dobrze zbadajcie swoją zdolność kredytową bowiem zadatek jest bezzwrotny. W razie fiaska z transakcji właściciel go wam nie odeśle.
- Prowizja dla banku - W naszym przypadku 6 500 zł. I tutaj pojawiły się wspomniane wcześniej niespodzianki. W chwili wypełniania wniosku musieliśmy zaznaczyć czy płacimy gotówką czy wrzucamy to w kredyt. Dodanie tej opłaty do kredytu było kuszące. Finalnie jednak w kredycie opłata wyniosłaby łącznie około 10 000 zł a nie 6 500. Okej stwierdzamy, że damy radę, bierzemy to na siebie - płatność gotówką (nieodwracalna) i właśnie po tym okazuje się, że wg rzeczoznawcy musimy dorzucić wspomniane wcześniej 3 000 zł. Budżet się rozsypał ;) Na szczęście znajomi nie zawiedli ale dobra rada. Bufor w postaci 3- 4 000 zł dobrze mieć.
Krótkie podsumowanie, ile gotówki musieliśmy wydać:
- wpłata własna: 28 000 zł
- koszty notarialne: 6 400 zł
- prowizja płatna gotówką (opcjonalne): 6 500 zł
- rzeczoznawca: 380 zł
- potrzeba ubezpieczenia mieszkania przed uruchomieniem kredytu: około 300 zł w zależności od opcji
- razem: 41 580 zł
Kilka słów ode mnie na koniec:
Oczywiście wszystko zależy od sytuacji. My chcieliśmy mieszkanie 3 pokojowe żeby nie trzeba się było zaraz wynosić. Zawsze można myśleć o mniejszym mieszkaniu lub tańszych osiedlach. Jednak spędzimy tam pewnie pół życia dlatego u nas tak to wygląda. Rata kredytu dobije do 1 080 zł, dochodzi do tego czynsz i media. Dla nas nie ma tragedii. Na wynajmowanych 35 m2 wychodzimy niewiele mniej. Załamują jedynie koszty związane z dopięciem transakcji... Bez pomocy bliskich (którą to będziemy spłacać przez najbliższe 10 lat ;)) byłoby ciężko zgromadzić taki kapitał. Nie sprzyja to młodym niestety... Jeżeli myślicie o kredycie hipotecznym to dajcie znać, chętnie coś podpowiem na świeżo. Ważne jest żeby znaleźć dobrego pośrednika. Załatwi bardzo dużo rzeczy za was, pamiętajcie także, że oferty banków mogą być korzystne lecz potrafią oni sobie to odbić wciskając karty kredytowe za opłatą lub wysokie koszta prowadzenia konta do kredytu. Od niedawna weszła ustawa, która zobowiązuje banki do przedstawienia oferty bez żadnych dodatkowych produktów (czyli coś tam pracują w tym sejmie?). Pośrednik nie ma prawa brać żadnych pieniędzy od was za porady i pomoc w formalnościach. Zadatek jest bezzwrotny, co innego zaliczka. Warto zabezpieczyć się umową przedwstępną zobowiązującą obie strony. Jeżeli sprzedający zostawia jakikolwiek sprzęt lub meble to także wpiszcie to w umowę przedwstępną. Wtedy na pewno nikt nie będzie mógł niczego zabrać niezgodnie z umową. Oczywiście im mniejsze mieszkanie tym mniejsze koszty. Mieszkanie od dewelopera minimalizuje koszty. Przy podobnej wielkości lokalu u notariusza zostawilibyśmy 3-4 000 zł mniej. Przed podpisaniem umowy sprawdzajcie księgę wieczystą i zażądajcie zaświadczenia o niezaleganiu w spółdzielni mieszkaniowej. Nie wstydźcie się o wszystko pytać, w końcu to jest decyzja często na 30 lat. Aha no i taka wskazówka, nie przejmujcie się mocno gadaniem starszych. Ceny mocno poszły w górę. Dla osób troszkę starszych ceny są z kosmosu. Co się dziwić jak kiedyś mieszkania się dostawało albo można było je kupić od dewelopera w kilka razy niższej cenie. Dzisiaj w moim mieście to 3 600 - 4 400 zł za m2. Kiedyś nawet 1 000 zł? Przypomniała mi się jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Nigdy nie kupuj pierwszego oglądanego mieszkania! Absolutnie! I wiem o czym mówię bo zazwyczaj pierwsze czy drugie brałbyś w ciemno. Dobrą zasadą jest przejrzeć koło 100 ofert, 10 oglądnąć, na 5 złożyć ofertę i jedno kupić. Oczywiście w rzeczywistości jest troszkę inaczej bo dobre mieszkanka rozchodzą się bardzo szybko. Ale jedno jest pewne. Nie napalaj się, nie zdradzaj zbytnio swojego zainteresowania, nie bój się pytać o niedociągnięcia.
Hmm i to chyba wszystko. Zapraszam do komentarzy jak jesteście zainteresowani, pewnie znajdzie się kilka rad odnośnie negocjacji czy szczegółów zakupu :)