Opłata emisyjna to jeden z pomysłów jaki zakłada nowelizacja ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych. W teorii zgromadzone środki mają być spożytkowane na Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (85 procent) i na nowo powstały Fundusz Niskoemisyjnego Transportu.
Celem wg Ministerstwa ma być finansowanie rozwoju elektromobilności i paliw alternatywnych a także finansowanie projektów walczących z zanieczyszczeniem powietrza. Szacuje się, że wprowadzenie wyżej wymienionej opłaty przyniesie skutki w postaci podwyżki cen paliw o 8-10 groszy ale wg rządu nie odbije się to na kieszeniach zwykłych użytkowników. Z jakiegoś powodu producenci i koncerny mieliby wziąć opłatę na siebie. Innego zdania jest większość społeczeństwa, która zwiastuje po prostu zwyżkę cen. Odbije się ona także na gałęzi transportu. Niektórzy eksperci przewidują właśnie ten kierunek (coraz wyższe daniny obciążające podatników) w celu inwestowania w rozwój niskoemisyjnych źródeł. Bardzo podobnie jak Nasi zachodni sąsiedzi. Projekt budzi spore kontrowersje między innymi dlatego, że już teraz całość obciążeń zawartych w paliwie przekracza połowę jego ceny. Dla przypomnienia około 48% ceny benzyny to cena netto w rafinerii. Reszta to podatek akcyzowy, opłata paliwowa, podatek VAT i marża stacji.