Cześć, dzisiaj poopowiadam Wam trochę luźniej co u mnie słychać. Lipiec jest bardzo intensywny, staram się trochę pomyśleć też o sobie mimo nawału pracy. Moim celem jest ustabilizowanie nawyku przynajmniej 2-3 porządnych treningów tygodniowo. Wydaje mi się, że idzie mi nie najgorzej - szczególnie jestem dumna z poprzedniego tygodnia, kiedy mieliśmy ważny deadline, a ja wychodziłam z pracy o 18 na trening boksu, żeby później wrócić do biura i kończyć czasem do północy... Dałam radę. W tym tygodniu trochę zwolniłam, bo poprzedni mocno odbił się na moim samopoczuciu - nadal miałam dużo pracy, ale chciałam trochę odpocząć i więcej spać. Jak już wam wspominałam, miałam jeden trening z trenerem personalnym i została mi zwrócona uwaga na sen, którego niedobór jest podobno moim największym problemem. Dlatego teraz celuję w 7 godzin i mam mniejsze wyrzuty sumienia, jeśli przez to czasem gdzieś się spóźnię 10 minut. W poprzednią sobotę miałam zaplanowany trening, który opuściłam, zapomniałam go też anulować. Z ciekawostek, wygląda na to, że tutaj traktuje się to bardzo poważnie, bo trenerka wysłała mi pasywno-agresywnego smsa w środę i zdaje się być obrażona, więc mam lekkie opory przed ustaleniem nowego terminu... hehe.
Suma w lipcu: 8h 10 min aktywności fizycznej (ponad 2.5 h rekomendowanych tygodniowo), ok. 6262 spalonych kcal.
1 lipca - 8 lipca:
- 30 min trening siłowy+6.4km marszu
- boks
- 25 min trening siłowy+0.6km biegu
9 lipca - 15 lipca:
- boks
- joga
- 15min trening siłowy+10min orbitrek+5min stretching
- boks
16 lipca - 22 lipca:
- joga
- boks
Z innych ciekawostek: nie chudnę - ale widzę duże zmiany w sylwetce i samopoczuciu, mam znacznie więcej siły i energii i mniej mnie boli po ćwiczeniach (boks jest BARDZO intensywny). W zasadzie nigdy w życiu nie ćwiczyłam nie tnąc jednocześnie kalorii i teraz widzę ogromną różnicę. Każdy trening jest bardziej świadomy i mogę więcej, szybciej, lepiej i sprawia mi to coraz więcej radości.
Czy boks jest dla kobiet?
Img source: https://www.pexels.com/photo/woman-training-in-a-gym-kicking-a-training-bag-160920/
Trening boksu ma dwie podstawowe zalety. Boks to świetny, bardzo intensywny trening naprawdę wszystkich partii mięśni, który angażuje także ścięgna, ćwiczy tempo, szybkość reakcji, jest treningiem cardio oraz siłowym w jednym, a do tego ma w sobie wiele elementów crossfitu - w 60 bardzo efektywnych, ale szalenie męczących minut można zamknąć kilka treningów. Boks to także - albo przede wszystkim - trening sztuki walki i samoobrony, który uczy kontroli nad swoim ciałem, anatomii, ćwiczy umysł, koordynację ruchową, równowagę, opanowanie, siłę psychiczną i umiejętność obronienia się w trudnej sytuacji. Ze względu na powyższe uważam, że boks jest świetnym treningiem niezależnie od płci.
Zajęcia, na które chodzę, nie polegają na sparringu w parach, choć czasem trener podejdzie, żeby pokazać jak wykonać sekwencje ruchów, unik, i pomóc zwrócić uwagę na to, jak wyjść z uniku i które części ciała są odsłonięte przy którym z ruchów. Podstawą jest jednak trening obwodowy oraz z workiem treningowym. Ważna jest ogólna sprawność: już po pięciu minutach rozgrzewki wszyscy ociekają potem, a potem jest tylko gorzej. ;) Poza tym dużą uwagę poświęca się tzw. mięśniom posturalnym oraz silnym nogom i pośladkom - całe ciało musi pracować!
Można się zdziwić, jak różnorodni są trenerzy: z pozoru drobne kobietki w niczym nie ustępują byłemu żołnierzowi marines (choć osobiście wolę jego podejście do treningu - jest lepiej ustrukturyzowane, dokładniej tłumaczy technikę, ale zwraca uwagę na to, że w samoobronie duże znaczenie ma też siła uderzenia - umówmy się - ja bokserem nie będę, a w momencie gdy ta wiedza może się przydać, sama technika nie wystarczy, na co większość trenerów nie zwraca uwagi). Co ciekawe - w czasie pierwszego treningu byłam przekonana, że nie dam rady i wyjdę w połowie. Zresztą, w połowie naprawdę chciałam wyjść, ale wytrzymałam do końca i... od tej pory każdy kolejny trening jest znacznie lżejszy. Warto się przemóc, mimo że ja nie jestem zwolenniczką przemęczania się, to od czasu do czasu należy się porządnie spocić, a potem zregenerować, i jest to fakt niezaprzeczalny. :)
Na mój pierwszy trening zabrała mnie koleżanka - do dziś byłam już na pięciu i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie ćwiczyłam nigdy niczego bardziej efektywnego. Taki trening spala dużo kalorii (ok. 1000kcal, w zależności od masy ciała), ćwiczy wszystkie partie mięśni, wzmacnia serce, stawy i ścięgna, a do tego daje potężną dawkę endorfin.
Spróbowalibyście takiego treningu? Ja idę jutro. A tymczasem pozdrowienia z deszczowego Nowego Jorku...