Dość stary wierszyk. Napisany kiedyś w knajpie na serwetce. Czasy najcięższej depresji i wspominaniu dawnych lat. A w tych wspominkach nadszedł obraz mojego... ojca? Nigdy go nie miałem. Wolał alkohol i podrzędne speluny. Młody chłopak bez ojca wychowywany tylko przez mamę? Ahh, życie, ty bura suko. Życzę smacznego.
"Dla wszystkich ojców, których nie było"
Święci ojcowie
Gdzieżeście byli
Gdy wasze dzieci
Pragnęły odrobinę miejsca
W waszym życiu
Gdy chciały słuchać
Waszych opowieści
I nauk
Zapijaczeni i obłąkani
W szaleńczym tangu
Opuściliście swe rodziny
Szukając zbawienia i tanich rozrywek
W podrzędnych spelunach
Otoczeni kurwami i kumplami
I nieudolnym pokerem
Gdzieżeś bywał ojcze
I gdzieżeś jest
Nie otworzę Ci już nigdy drzwi, nie
Nie otworzę, nie
Wybaczenia szukaj
Na innej ścieżce
Życia