Metody edukacyjne, które niegdyś uważane były za skuteczne, dziś już w żaden sposób nie spełniają swojej roli. A stosowane są na ogromną skalę przez rzesze nauczycieli celem wdrożenia uczniom różnorodnej wiedzy, która często nie jest wcale użyteczna.
Ze swojego przykładu mogę nadmienić, iż tworzenie ucznia doskonałego z każdego przedmiotu, nawet tego najmniej lubianego, jest równoznaczne z tworzeniem ucznia nijakiego. Zazwyczaj takie jednostki nie mają pojęcia co chcą robić po zdanej maturze, zacierają się marzenia i cele. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ostatnią rzeczą, którą mogłabym wynieść ze szkoły to autonomiczność, niezależność myślenia czy chociażby asertywność. Niestety charakteryzowanie się na kogoś kim się nie jest, jest już nie tylko pożądane ale i wymagane. Do dziś pamiętam gdy tematem na lekcje było napisanie kilku słów odnośnie swojego autorytetu. I skrzywiony wyraz twarzy nauczycielki, gdy dowiedziała się, że czytam o sobie i dlaczego nie powinno się identyfikować z ŻADNYMI autorytetami, bez względu na to czy są dobre czy złe. Nie muszę chyba wspominać, że najwyższe noty w rankingu leciały za Jana Pawła II. Jedna dziewczyna powiedziała, że chciałaby choć w 1/10 mieć jego dobroć, po czym została wyśmiana przez ową nauczycielkę, która poprawiła ją, że "choć w jednej milionowej". Pomijając już fakt, że Jan Paweł II podporządkował interesom Watykanu cały kraj, co znacznie zaszkodziło Polsce, to to, w jaki sposób propagowane jest w szkołach nieposzanowanie godności i deptanie poczucia wartości, jest już nie do przyjęcia. Z badań wynika, iż nauczyciele coraz częściej postrzegani są jako najbardziej skostniała grupa zawodowa, najmniej reformowalna. Trudno się z tym nie zgodzić. Nauczyciele o niskiej samoocenie zazwyczaj są ludźmi nieszczęśliwymi i wzorzec przenoszony jest na uczniów. Tutaj głównym elementem jest brak kompetencji interpersonalnej. Jeżeli zdrowa samoocena jest umiejętnością radzenia sobie z wyzwaniami jakie stawia nam życie, to głównym z tych wyzwań jest interakcja międzyludzka odbierana jako skuteczna, efektywna i pozytywna przez obie strony. A dzieje się tak, że osoby nieudolne uczą tej nieudolności innych i schemat jest ciągle powielany.
Szkoła jest miejscem, które uczy dopasowywać się w szeregi jakiegoś anonimowego systemu, stworzonego przez anonimowych, nijakich ludzi i często określane jest jako: "świat", "społeczeństwo", "życie takie jakie jest". A to jakie jest życie już nie podlega dyskusji. Jeśli to kwestionujesz zostaje Ci przypięta łatka "trudnego ucznia".
Subiektywny system oceniania jest jedną z najbardziej nietrafionych praktyk stosowanych w placówkach edukacyjnych. Plasuje to podopiecznego w pozycji rywala wobec swoich rówieśników i stwarza sztuczną potrzebę rywalizacji. Także stosowanie metod, które nijak się maja do współczesnej wiedzy na temat pracy mózgu oraz sposobu w jaki gromadzi informacje. Każdy ma inny zasób umiejętności i absurdem jest uważanie, że ten sam system nauki u każdego przyniesie takie same, dobre rezultaty. Jak wiadomo ludzie uczą się na różne sposoby gdyż każdy z nas charakteryzuje się innym stylem poznawczym i najlepsza jest nauka dostosowana do indywidualnych potrzeb. Posłużę się tu przykładem Salomona Szereszewskiego, przeciętnej inteligencji dziennikarza, rosyjskiego pochodzenia, którego umysł był w stanie zapamiętać dziesięciokrotnie więcej niż umysł pospolitego zjadacza chleba, ponieważ Szereszewski angażował w proces zapamiętywania wszystkie swoje zmysły, widział kolor i czuł smak myśli a obrazy raz zapamiętane towarzyszyły mu do śmierci. Zapis dokonywał się od razu w pamięci długotrwałej. Korzystał on z metod systemu edukacji głównie po to by NIE zapamiętywać.
Jak już wspomniałam w poście: https://steemit.com/polish/@yoka/badz-soba-troche-o-bezwartosciowych-banalach następuje tutaj taśmowa produkcja osobowości, która spełnia wymogi rynkowe i gwarantuje zdobycie wysokiego szczebla w branży. Szkoły nie są zainteresowane wspieraniem i wzmacnianiem autonomii uczniów, wydobywaniem wolnych i twórczych myślicieli a tworzeniem "dobrych obywateli", konformistów, wspomaganiem stereotypów. I lwią część w owej produkcji odgrywa właśnie system edukacji, gdyż to tutaj swobodny rozwój intelektualny jednostki zostaje zblokowany. Uczeń musi się dostosować do aparatu dydaktycznego - nie odwrotnie. Tak rozumiany czynnik sukcesu życiowego, jako wysoki szczebel w hierarchii, jest określany jako wartość absolutna a pojęcie rozwoju inteligencji uległo tu znacznej deformacji. Następuje to kosztem spustoszenia emocjonalnego co prowadzi do różnego rodzaju zaburzeń.
Badania niezależnych naukowców pokazują jak duży wpływ na rozwój i wychowanie dziecka ma grupa rówieśnicza, do której przynależy. W tych warunkach socjalizacja wtórna przebiegająca w grupach rówieśniczych zamiast być źródłem zdrowego kwestionowania obrazu świata wyniesionego z domu staje się poprzez wywoływanie presji chorej rywalizacji kolejnym elementem pozbawiania się poczucia własnej wartości. Presja też, niekoniecznie musi służyć rywalizacji. Na studiach spotkałam się z zajęciami, gdzie główną aspiracją prowadzącego było pod przykrywką pracy i konfrontowania się z uczuciami, obnażanie emocjonalne, które jak wiadomo, zostawiane w taki sposób nie pełni żadnych funkcji terapeutycznych a wręcz przeciwnie. Poprzez stosowanie sugestywnych pytań oraz wykorzystując swój autorytet, wykładowca mobilizował grupę by wywoływała presję na osobie, która odmawia współpracy. Można to odnieść do eksperymentów P.Zimbardo i S.Milgrama. Choć kierunek studiów jaki obrałam upatruje jako wartościowy, łatwo odnaleźć i tutaj tak groteskowe elementy jak chociażby ten przedstawiony powyżej.
Proces takiego programowania, z którym spotykamy się na codzień w dzisiejszej rzeczywistości, jest podobny do sposobu kontrolowania umysłu opracowanego przy projekcie MK-Ultra. Został on ujawniony przez dziennikarzy New York Times'a w 1974 roku w Stanach Zjednoczonych jako eksperyment CIA. Nie jest to sposób, co prawda, tak intensywny ale opiera się na tych samych założeniach wymuszania posłuszeństwa poprzez traumatyzowanie jednostek i odzieranie z poczucia godności.
Alternatywą tutaj mogłoby być zastosowanie systemu szkół Summerhill wprowadzonego przez A.S. Neilla w Wielkiej Brytanii. W Polsce niestety w latach 90-tych projekt ten był przeprowadzony źle co skutkowało powstaniem wielu mitów wokół tematu oraz wprowadzeniem w projekt reguł demokratycznych szkół. Czyli w skrócie, kolejna nakładka, mająca na celu dążenie do tych samych rezultatów.