🇵🇱
Forma zaczyna się układać.
Po ostatnim treningu VO₂, który był za ciężki i trochę mnie „rozjechał”, miałem w głowie jedno pytanie — jak wyjdzie próg?
Czy to już ten moment, gdzie zamiast walki pojawi się kontrola?
Dziś dostałem odpowiedź. I to taką, na którą czekałem od początku projektu.
🇬🇧
Things are starting to click.
After my last VO₂ session, which felt too hard and chaotic, I had one question in mind — how will the threshold session go?
Is this finally the point where control replaces the struggle?
Today I got my answer. And it’s exactly what I’ve been working towards.
🇵🇱
Pierwsze 2 km weszły szybciej niż docelowy próg — około 4:23/km.
Normalnie to byłby błąd, ale tym razem była pełna kontrola. Tętno rosło stopniowo, bez paniki, bez szarpania. Kadencja stabilna, oddech rytmiczny.
Nie było uczucia „zaraz mnie odetnie”, tylko spokojne wejście w wysiłek. Już tu czułem, że to będzie dobry dzień.
🇬🇧
The first 2 km came in faster than threshold pace — around 4:23/km.
Normally that would be a mistake, but this time everything was under control. Heart rate was rising gradually, no panic, no spikes.
Cadence steady, breathing controlled. No feeling of “I’m about to blow up” — just a smooth entry into effort. I already knew it would be a good session.
🇵🇱
Drugi odcinek to czysta stabilizacja — około 4:28/km przy tętnie w okolicach 165 bpm.
Tu zaczęła się prawdziwa praca progowa. Zero chaosu, zero walki.
Tempo dopasowane do organizmu, nie odwrotnie. Kadencja trzymana, technika stabilna, kontakt z podłożem równy.
To był moment, gdzie wszystko „kliknęło”.
🇬🇧
The second interval was pure stability — around 4:28/km with heart rate sitting near 165 bpm.
This was real threshold work. No chaos, no struggle.
Pace adjusted to the body, not the other way around. Cadence consistent, mechanics stable, ground contact even.
This is where everything clicked.
🇵🇱
Trzeci blok był najciekawszy — świadome zwolnienie do ~4:43/km, żeby utrzymać tętno w ryzach.
I tu najważniejsze: nie było walki. Była decyzja.
Tętno lekko rosło — tempo lekko w dół. Pełna kontrola od początku do końca. Bez „zgonu”, bez szarpania.
To pierwszy taki trening, gdzie naprawdę zarządzałem wysiłkiem, a nie tylko go znosiłem.
🇬🇧
The third interval was the most interesting — a conscious slowdown to ~4:43/km to keep heart rate under control.
And this is key: there was no struggle.
It was a decision.
Heart rate slightly up — pace slightly down. Full control from start to finish. No breakdown, no fighting.
This was the first session where I truly managed the effort instead of just surviving it.
🇵🇱
To był przełomowy trening.
Nie na papierze — w głowie i w odczuciach.
Teraz najbliższe dni to już tylko dopięcie szczegółów: aktywna regeneracja, lekki plus kaloryczny, uzupełnienie glikogenu i świeżość na start.
W niedzielę 10 km — i pierwszy realny sprawdzian tego, co właśnie zaczyna działać.
🇬🇧
This was a breakthrough session.
Not on paper — in execution and feeling.
The next days are all about fine-tuning: active recovery, slight caloric surplus, glycogen replenishment, and staying fresh.
Sunday brings a 10 km race — the first real test of everything that is finally starting to work.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io