Wspominałem Wam kiedyś o Isa Mac Mhuire, czyli o tym jak Jezus został Druidem. Jakiś czas temu, będąc w Szkocji, trafiła w moje ręce osobliwa książka, która pozwoliła mi zgłębić tą historię, i jeszcze głębiej wejść w świat początków celtyckiego chrześcijaństwa.
Back in time
Tym razem nie była to książka nowa. Cena na okładce, nierealna jak na obecne czasy, przywoływała na myśl odległe czasy. Potwierdził to podpis przy wstępie autorki, zdradzający że napisano go w St. Andrews w maju 1935. Okładka nosi na sobie ślady pleśni - czas jej nie oszczędzał. To jednak nie sama fizyczna część książki przenosi najbardziej w przeszłość - robi to postać głównego bohatera, czyli Świętego Kolumby, który w VI w. przybył do Szkocji z Irlandii.
Pieczęć na wstępie już po trosze zdradza jeden z elementów historii tego niezwykłego świętego, i wskazuje na element osobistej relacji z Bogiem oraz podróży przez morze. Ale zacznijmy od początku
Żywy Człowiek
Kim jednak jest ten człowiek? Pozwólmy autorce książki zarysować obraz:
Jest charakterystyczne dla świętych, że mają tendencję, kawałek po kawałku, być przemienianym przez to, czego szukają. I tak było z Kolumbą. Mimo burzliwej strony jego natury, ostatecznie jest człowiekiem modlitwy, który zwycięża przez długie wewnętrzne przygotowanie, wypełnienie modlitwą, stałe zwracanie się ku Bogu, blask swojego życia.
Zwróćmy uwagę na tą burzliwą stronę jego natury. Nie są to słowa nad wyrost. We wspomnianym już poście przywoływałem historię walki o prawa autorskie pomiędzy dwoma (późniejszymi) świętymi. Kolumba był właśnie jednym z nich.
Gołąb-Wilk
Urodził się w Irlandii, jako człowiek klanu O'Neills, jednej z wielkich rodzin władającej ówczesną Irlandią. Ochrzczono go jako Colum, czyli gołąb, jednak szybko przylgnęło do niego przezwisko Columcille, czyli gołąb kościoła, w którym spędzał wiele czasu. Nie było to jednak jedyne przezwisko - gdyż tradycja zachowała że zwano go także Crimthann, czyli wilk - gdyż swoją siłą i porywczością potrafił przytłaczać innych w swojej obecności, gdy realizował swoje obowiązki i osiągał cele.
Jako młodzieniec został wysłany na przyuczenie do przyklasztornej szkoły w Moville, gdzie jego mistrzem został święty Finnian, opat kszatoru Clonard. Ideał życia klasztornego został Finnianowi przekazany przez świętego Niniana, który w Whithorn (Galloway) założył klasztor zainspirowany swoim mistrzem, świętym Marcinem z Tours. Czyli: Marcin nauczył Niniana, Ninian Finniana, a Finnianowi dostał się pod opiekę Kolumba.
Trzy tysiące
Kolumba spędzał czas, wszechstronnie się rozwijając: rosła jego siła ducha i umysłu, a fizycznie uważany był za ponadprzeciętnego. Do tego grał w nim zmysł poety, więc tworzył i doceniał piękno twórczości innych. Głodny Boga, szukał wokół siebie Piękna i Mądrości.
Gdy pewnego razu jego mistrz, św. Finnian, wrócił zza mórz, przywożąc z Rzymu wiele nowych ksiąg, Kolumba był zafascynowany. Szczególną uwagę przkuwała Wulgata, świeżutki na tych terenach (mimo iż dokonany przez świętego Hieronima jakieś sto lat wcześniej) przekład Biblii na łacinę. Kolumba poprosił więc o dostęp do tych nowych skarbów. Finnian był bardzo ostrożny ze względu na ich wartość i wyjątkowość, jednak dla swojego ucznia zrobił wyjątek i pozwolił mu je studiować w klasztornej kaplicy. Było to pozwolenie wyłącznie na czytanie i studiowanie, jednak Kolumba poczuł że potrzebuje tego tekstu na własny użytek, by mógł rozważać Słowo Boże w swojej celi, bez potrzeby każdorazowo przybywania do kaplicy. Wiedział jednak, że mistrz, ledwo przekonany do samego czytania, nie pozwoli mu przepisać księgi. Pozostając więc po wieczornych modlitwach, gdy inni mnisi opuszczali kaplicę, w tajemnicy kopiował manuskrypt.
Robił tak, aż pewnego razu został złapany. Jego mistrz był wściekły i zażądał wydania nowej kopii. Kolumba odmówił. Sprawę zaniesiono więc przed Wielkiego Króla Irlandii, który wydał wyrok:
Każde cielę należy do jałówki. Każdy przepisany egzemplarz należy do oryginalnej książki
Ale co tam Wielki Król - przecież to były czasy klanowego podziału. O'Neillowie, zafascynowani swoim kuzynem i czując że honor klanu jest zagrożony, wystąpili zbrojnie. W bitwie pod Culdreimhne starły się dwie armie. W jej wyniku, trzy tysiące osób nie wróciło już więcej do swoich bliskich. Wszystko po to, by zachować jedną kopię.
Kolumba, przerażony dokonanym ziszczeniem, wygnał sam siebie, obiecując żyć na wyspie z której nie będzie mógł zobaczyć swojej ukochanej Irlandii, i by zdobyć dla Chrystusa tyle dusz, ile zginęło tego nieszczęsnego dnia.
Wygnaniec
Wyruszył więc Kolumba, wraz z kilkoma współbraćmi którzy nie chcieli go opuścić, i rozpoczął szukanie miejsca w którym mógłby spełnić swoją obietnicę. Jednak kolejne wyspy nie były wystarczająco oddalone, i przy dobrej pogodzie dalej widać było brzeg Irlandii.
Dopiero Iona, wyspa przy szkockim wybrzeżu, spełniała te rygorystyczne wymagania. 12 maja 563 Kolumba i towarzysze przybyli na tą wyspę - a Kolumba, chcąc upewnić się że tutaj może spełnić swoją obietnicę, pierwsze co zrobił to wspiął się na najwyższy szczyt wyspy, by sprawdzić czy na pewno nie widać Irlandii. Tak było, tam więc założył swoją osadę.
Osada szybko rosła, przyciągając osoby chcące żyć po chrześcijańsku, i szukać spokoju i modlitwy w ustronnej społeczności. Iona stała się także centrum misyjnym, z którego chrześcijańscy Celtowie nawracali swoich braci osiedlonych w północnej i zachodniej Szkocji. Kolejne kolonie i osady przyjmujące nową wiarę potrzebowały jednak centrum życia politycznego - i Iona, dotychczasowe centrum życia religijnego, połączyło obie funkcje. Ostatecznie Kolumba, opat klasztoru, stał się równocześnie jednym z kluczowych postaci nowo powstającego tworu państwowego (choć formalnie istniał zgodnie z tradycją król irlandzkiego pochodzenia).
Piktowie
Jednak spokrewnione z Irlandczykami klany szkockie nie były jedynymi, którzy zamieszkiwali okolicę. Dalsze części obecnej Szkocji zajmowane były przez Piktów, którzy żyli dalej według pogańskich zwyczajów. Szczególnie silną pozycję w ich społecznościach zajmowali Druidzi, uczeni, medycy, parający się też magią i gusłami. Jak to we wczesnośredniowiecznych legendach, tak i tutaj Kolumba w tradycji został zapamiętany jako uczestnik pojedynków na "czary", w których udowadniał wyższość wiary chrześcijańskiej nad tubylczymi wierzeniami w sposób zrozumiały dla odbiorców. A że odbiorcy szukali przede wszystkim większej potęgi, Bóg Stworzyciel Całego Świata był bardzo przekonujący.
Koronacja
Sukcesy w działalności misjonarskiej zgodnie z obietnicą zjednywały wiele dusz dla Chrystusa, ale i wrogów wśród Druidów.
Po pewnym czasie, pojawiła się też okazja do umocnienia samego państwa. Zmarł król Dalriady, szkockiego państwa w któego skład wchodziła Iona. Kolumba, jako opat i przywódca duchowy, miał koronować króla. Nie wybrał jednak bezpośredniego potomka zmarłego króla, a Aidana, i ruchem tym posunął Dalriadę w kierunku państwa niezależnego od Irlandii.
Aidan założył tymczasem dynastię, z której powstała później cała linia celtyckich królów, ewoluująca aż do Jakuba VI, króla Szkocji, który natomiast swoją osobą połączył Szkocję i Anglię.
Dwór Chrystusa
W wieku około siedemdziesięciu lat Kolumba poczuł, że zbliża się koniec. Wyruszył więc samotnie na jedną z pobliskich wysepek, zakazując komukolwiek z nim płynąć. Jeden z mnichów sprzeciwił się jednak temu poleceniu, dzięki czemu udało się dowiedzieć, jak Kolumba spędzał tam czas.
Mnich zauważył Kolumbę wspinającego się na wzgórze, gdzie wśród poświaty miał znajdować się dwór pełen anielskich postaci, z którymi Kolumba miał rozmawiać jak równy z równym. Anielskie postaci jednak zauważyły, że są obserwowane, i powróciły do nieba. Mnich czym prędzej czmychnął.
Kolumba, gdy wrócił, nakazał natychmiast zebrać się wszystkim, i zaczął dopytywać się kto złamał jego polecenie. Braciszek, pełen łez, padł na kolana błagając o wybaczenie. Kolumba wtedy zabrał go na bok, i poprosił by nigdy za życia opata nie zdradzać choćby cienia tego, co wydarzyło się na tej oddalonej wysepce. Kolumba miał wyruszać na tą wysepkę jeszcze nie raz, by spotkać Dwór Swojego Pana jeszcze za doczesnego życia.
Kolumba należy do grona tych świętych, których hagiografia pełna jest niezwykłych i niecodziennych zdarzeń. Jak jednak miałoby być inaczej, gdy mówimy o Celcie królewskiego rodu, który gotów był bić się i walczyć by obronić to co cenne dla niego, a następnie spędzić drugą połowę życia w pokucie za swoją porywczość.
Wśród wielu poematów o tym świętym, jeden kończy się wyjątkowym wyznaniem wiary - które mnie osobiście przenika do szpiku kości, w pełni pasując do szkockiego krajobrazu i celtyckiej duszy Kolumba:
Moim druidem Jest Chrystus, Syn Boga
Chrystus Syn Maryi, Wielki Opat,
Ojciec, Syn i Duch Święty.
Poprzednio
Dotychczasowe recenzje:
#74 Młode wino dominikańskiej duchowości [recenzja]
#73 Nazywam Się Pielgrzym - recenzja książki Sebastiana Kołodziejczyka
#59 Narzędziownik drużynowego - czyli jak programować harcerstwo [recenzja]
#58 Stosowanie metody harcerskiej w drużynie harcerzy [recenzja]
#56 Prosta Modlitwa - czyli Ojciec Badeni o relacji z Absolutem
#54 Zielony dziennik - czyli czego można uczyć się od adepta leśnej mądrości
#50 Rycerz w zbroi przepływa rzekę - recenzja i rozważania dotyczące Trwogi i Drżenia Kierkegaarda
#34 Nielinearność czasu - czyli jak Jeden Dzień powtarza się codziennie wiele razy
#31 Rok po 1984 - czyli fIlozoficzne spojrzenie na fikcję naukową
#29 Isa Mac Mhuire - czyli jak Jezus został druidem
#28 Vade Mecum - czyli jak w stu stronach przygotować się na śmierć
#23 Liturgiegeist - czyli jak forma odbija ukrytą treść
#21 Karmelowa biel - czyli recenzja rozważań nad Ofiarą w wykonaniu XXwiecznego mnicha
#14 Wcale nie trzeba wchodzić do szafy - recenzja żywotu prawdziwej Łucji z Narnii
#4 Czy dusza jest większa niż Londyn? - recenzja dzieła Aelreda z Rievaulx
W tym sezonie
Czas urlopów się kończy. Dalej czekają zaległe recenzje. Czeka kilka postów o harcerskim biznesie. Kilka opowieści o podróżach. Refleksji jest sporo. Dobrze że deszcz za oknem, łatwiej zmobilizować się do przelania myśli na e-papier. Oby tak dalej.
Wish me good luck